Z końcem starego lub początkiem nowego roku część z nas dokonuje małego podsumowania minionych 365 dni i refleksji nad tym, co chciałaby zmienić, by żyło się lepiej. Wówczas siadamy przed kartką i zaczynamy wypisywać multum postanowień, które w zamyśle mają wejść w nasze życie wraz z 1 stycznia.
- Schudnę ... kilogramów
- Zacznę biegać
- Będę chodzić na siłownie, na spacery
- Będę regularnie ćwiczyć
- Zadbam o zdrowy tryb życia, zdrową dietę
- Nie będę jeść słodyczy, fast foodów, czipsów...
- Będę spędzać mniej czasu przy komputerze, na Facebook'u, Instagram'ie, Twitterze
- Nie będę kupować impulsywnie
- Rzucę palenie
- Będę pić mniej alkoholu
...
Itd... Itd... Lista naszych postanowień jest bardzo zacna i długa.
Nastaje więc długo oczekiwany pierwszy stycznia... A my? Myślimy sobie "Hmmm... Jest piątek. Zacznę od poniedziałku!". Nadchodzi poniedziałek, potem następny i następny... a my stoimy dalej w tym samym miejscu. Cały nasz zapał prysł.






